Consonni.plAdres firmy: ul. Strażacka 38 Kamyk, (34) 318 39 22


GAZETA WZBORCYA - 5.04.1999
"SŁODKA DROGA SUKCESU"

Zdzisław Bartelak z Kamyka kilkanaście godzin dziennie spędza przy lodach i wypiekach. Przepis na sukces. Składniki: najlepsza mąka, świeże masło i jajka, rodzynki. Sposób przygotowania: wymieszać i upiec. Cel: sprzedać. To recepta Zdzisława Bartelaka. Dokładniej: dotyczy pulchnej, drożdżowej babki z rodzynkami, którą piecze się na Wielkanoc. Babka nazywa się Panetton i pochodzi z Włoch. Tam jednak, jak nakazuje śródziemnomorska tradycja, zjawia się na wigilijnym stole.
Energia tkwi we mnie
Zdzisław Bartelak skończył energetykę na akademii Górniczo . Hutniczej w Krakowie. Potem wrócił do rodzinnego Kamyka koło Częstochowy. Pracował w wojewódzkim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej. Przez 16 lat zrobił w tym zakładzie błyskotliwa karierę. Już po roku awansował na kierownika działu Śródmieście, potem uruchamiał ciepłownię Rejtana, na koniec był zastępca dyrektora WPEC-u. - Dlaczego odszedłem? Bo lubię nowe wyzwania - tłumaczy. Dziesięć lat temu wyjechał na wakacje do Włoch. Odwiedził siostrę żony, która wyszła za mąż za Giovanni Consonniego. Giovanni . inżynier nie chciał prowadzić rodzinnej cukierni w Mediolanie. Jego polskiego szwagrowi zasmakowały jednak włoskie ciasta i lody. Sam w domu lubił piec serniki. Po rodzinnej naradzie matka Giovanniego dała mu stary zeszyt z przepisami. Tak Consonni z Mediolanu przeniosło się do podczęstochowskiego Kamyka. - Pierwsze maszyny do produkcji lodów przywieźliśmy na przyczepce - wspomina Zdzisław Bartelak. - Wydaliśmy oszczędności całego życia, a i tak zabrakło. Na rozruch firmy musieliśmy zaciągnąć kredyty.
Sukces musi być prawdziwy
Był rok 1990. W sklepach Bambino, Śnieżki i Kasate, a Consonni zaproponowało od razu 30 smaków: bakaliowy, czekoladowy, truskawkowy, a także bardziej egzotyczne: malaga, pistacja, zabajone, marcepan.Szklane witryny z lodami, które szef Consonni wstawił do sklepów budziły zdziwienie i zainteresowanie.
Bartelak zatrudnił na początek trzech pracowników i sam zakasał rękawy. Pracował po kilkanaście godzin dziennie. Był jednym z pierwszych w Polsce, którzy pakowali lody w eleganckie pudełka. Sprowadził je z Austrii, bo wtedy lody owijało się po prostu w szary papier pergaminowy. Lody Consonni sprzedawały się dobrze, bo Bartelak postawił sobie wysoko poprzeczkę. - Żadnego rozcieńczania wodą, masło nie margaryna, żadne aromaty tylko prawdziwe owoce i najlepsza bita śmietanka - powtarzał pracownikom.
Jego lody znalazły amatorów w całej południowej Polsce. Dziś Consonni, w której pracuje 30 osób, może wyprodukować 3 tysiące litrów lodów dziennie.
Ale ponieważ od października do marca na lody nie ma większego popytu, Consonni zaczęło też wypiekać ciasta. Przez 3 tygodnie Zdzisław Bartelak czeladnikował w jednej z mediolańskich cukierni, aby nauczyć się piec Panetton . pulchną, drożdżową babkę z bakaliami. Zamawiają ją w Kamyku jasnogórscy paulini, a także biskup Antoni Długosz i kardynał Józef Glemp. W Panettonach zasmakował tez Zbigniew Religa. Kupuje je nawet Instytut Kultury Włoskiej w Warszawie.
Kamyk z Kamyka?
Z czasem w ofercie Consonni pojawiły się biszkopty, ciasta z bakaliami oraz amerykańskie ciasteczka owsiane.
Ich jakości gratulował Bartelakowi sam Robert Davis, szef firmy Raisio Poland Foods, która produkuje margaryny: Masmix, Fineę, Pokusę.
Obok jego listu Bartelak kolekcjonuje w specjalnym albumie także inne. Piszą do niego zwykli ludzie z całej Polski, dziękując mu za smaczne wypieki. Jeden z listów w jego zbiorach jest szczególny. - Pewna Pani zarzuciła mi, że na mojej babce straciła plombę - Zdzisław Bartelak pokazuje dołączony w folii żółty kamyk. Pewnie zawieruszył się w bakaliach. W ramach przeprosin Consonni wysłało jej cały kosz swoich wypieków. Dostali wylewne podziękowania. - Szanuję klientów i oni są dla mnie najważniejsi - podkreśla Zdzisław Bartelak. - Dlatego więcej wydaję na dobre produkty niż na reklamę. Nie lubię, gdy mnie nazywają biznesmenem. Nie ubieram się w drogie garnitury, jeżdżę nissanem, a wakacje wykorzystuję zazwyczaj na szkolenia.
Słodka droga sukcesu
Niemniej dom Bartelaków w Kamyku znają wszyscy. Nie dlatego, ze bogaty, ale zupełnie inny niż pozostałe. Z pewnością to zasługa Haliny Bartelak, plastyczki, która zaprojektowała go na małym wzniesieniu. Do usypania pagórka robotnicy użyli ziemi z niecki, w której potem powstał staw rybny. Dom otacza stary sad, a przy wejściu na oszkloną werandę uderza ostry zapach: cierpki i słodki zarazem. To cykata . śródziemnomorski gatunek cytryny o grubej skórce. Rośliny to w ogóle pasja Bartelaków. Jest więc też kwitnąca na pomarańczowo strelicja i pnąca się bugenwilla, którą przywieźli samolotem z włoskich wakacji. Rośliny nie kwitłyby tak piękne gdyby nie specyficzne ogrzewanie domu. - Dom jest ogrzewany za pomocą pompy ciepła - w Bartelaku rodzi się energetyk. - To urządzenie działa odwrotnie niż lodówka. W obiegu zamkniętym porusza się woda z glikonem. Plastikowe rury biegną do stawu. Na dnie leży tam zwiniętych 600 metrów. Dodatnią temperaturę ze stawu pobiera właśnie glikol, a po przejściu przez obieg wraca z temperaturą minus 2 stopni. Różnica temperatur jest kompresowana do 55 stopni woda o takiej ciepłocie ogrzewa potem cały dom.
Kiedy Bartelakowie zapraszają swoich znajomych, lubią usiąść w przestronnym, prostokątnym living roomie. Jest prosty i funkcjonalny jak cały dom. Tymczasem dwaj synowie Bartelaków żartobliwie nazywają go DDS-em, czyli Domem Spokojnej Starości. Obaj już wyprowadzili się stąd: jeden studiuje architekturę, drugi psychologię. Ich ojciec nie wie czy przejmą interes. - Cukiernia to było moje wyzwanie- podkreśla Zdzisław Bartelak. - a każdy powinien iść w życiu swoją drogą.